„Sztuka, która żyje” – rozmowa z Patrycją Dańków, prekursorką żywych obrazów

Podczas tegorocznych targów Warsaw Home & Contract, które odbędą się w dniach 22–25 października 2025, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia stoiska Galeria Wnętrza Universon. To wyjątkowe miejsce, w którym pasja do designu harmonijnie łączy się z nowoczesnym podejściem do aranżacji przestrzeni i materiałów wykończeniowych. Spotkajmy się na stoisku F5.07a i wspólnie odkryjmy inspirujące rozwiązania, najnowsze trendy oraz innowacyjne pomysły, które wyznaczają kierunki współczesnego projektowania wnętrz, tworząc przestrzenie łączące estetykę i funkcjonalność.

Rozmawiamy z Patrycją Dańków – artystką, malarką i arteterapeutką, założycielką Galerii UniversonArt oraz prekursorką „żywych obrazów” w malarstwie intuicyjnym. Jej twórczość to połączenie malarstwa, performance’u i emocji – obrazy rodzą się na oczach publiczności, a każdy spektakl jest wyjątkowym doświadczeniem. Patrycja jest finalistką prestiżowego konkursu Bielska Jesień 2021 oraz uczestniczką międzynarodowego projektu #lodz600. Jej prace można podziwiać m.in. w Pałacu Kultury i Nauki. O sztuce, intuicji i sile obrazu opowiada w rozmowie z nami.

WYWIAD

Jest Pani prekursorką „żywych obrazów” w malarstwie intuicyjnym. Jak narodził się pomysł tworzenia sztuki w formie performance’u i co najbardziej fascynuje Panią w tym procesie?

“Pomysł narodził się bardzo naturalnie – z potrzeby połączenia malarstwa z ruchem, emocją i obecnością drugiego człowieka. Zawsze czułam, że obraz nie kończy się na płótnie, ale ma w sobie energię, którą warto pokazać w procesie powstawania. Kiedy maluję na scenie, obraz staje się rodzajem spektaklu – żywą opowieścią, w której publiczność widzi nie tylko efekt końcowy, ale też całą drogę tworzenia. Najbardziej fascynuje mnie ten moment, gdy sztuka zaczyna oddychać – kiedy ruch ręki, intuicja i emocje splatają się w jeden rytm, a obraz staje się czymś więcej niż tylko formą wizualną. To przeżycie wspólne – ja maluję, ale widzowie czują i współtworzą atmosferę. Właśnie w tym dialogu między artystą, obrazem a publicznością rodzi się magia, której nie da się powtórzyć ani odtworzyć.”

W Pani spektaklach malarskich widzowie są świadkami powstawania dzieła na żywo. Jak publiczność reaguje na te występy i w jaki sposób obecność widzów wpływa na Pani twórczość?

“Każdy spektakl jest jak spotkanie energii – mojej i publiczności. Ludzie reagują bardzo różnie, bo każdy wnosi swoją wrażliwość i swoją historię. Są tacy, którzy od razu po zakończeniu występu chcą kupić obraz, bo czują, że powstało coś wyjątkowego, coś, co rezonuje z ich wnętrzem. Ale są też osoby, które patrząc na mój proces, mówią: „ja też bym tak umiał”. Pamiętam szczególnie jedną dziewczynę. Powiedziała to głośno, a ja odpowiedziałam jej: to świetnie, spróbuj!. Poszła do domu, kupiła farby i płótno. I rzeczywiście – przez wiele godzin próbowała malować, ale na płótnie wychodziła jedynie „kupa”, jak sama to określiła. Dlaczego? Bo pierwsze obrazy są dalekie od arcydzieła. To raczej pierwsze szlify, pierwsze kroki w procesie oczyszczania podświadomego umysłu. Trzeba pozwolić sobie na chaos, na brzydotę, na szczerość wobec siebie, żeby dojść do miejsca, w którym obraz zaczyna oddychać własnym życiem. W tym sensie obecność publiczności jest dla mnie jak lustro – odbija nie tylko obraz, który maluję, ale też proces wewnętrzny widza. Każdy reaguje po swojemu, ale właśnie w tej różnorodności kryje się piękno. Dla mnie to dowód, że sztuka żyje i dotyka ludzi na różnych poziomach – inspiruje, prowokuje, a czasem zmusza do konfrontacji z samym sobą.”

Jest Pani także arteterapeutką. Jak łączy Pani malarstwo intuicyjne z pracą terapeutyczną i jakie znaczenie może mieć sztuka w rozwoju emocjonalnym człowieka?

“W pracy terapeutycznej łączę różne formy ekspresji: pisanie, malowanie, pracę z ciałem. To są genialne i bardzo skuteczne narzędzia, bo pozwalają wejść w bezpośredni dialog z podświadomym umysłem. A to właśnie podświadomość w dużej mierze odpowiada za to, jak reagujemy na świat, jak tworzymy relacje i jak radzimy sobie z emocjami. Malarstwo intuicyjne działa jak lustro – na płótnie nieświadomie zapisujemy swoje przeżycia, traumy, pragnienia czy napięcia. Często to, czego nie potrafimy wyrazić słowami, znajduje ujście w kolorach i kształtach. Podobnie jest z ruchem ciała – gdy pozwalamy sobie na swobodę, ciało „opowiada” historie, których umysł nie dopuszcza do świadomości. To nie są tylko poetyckie metafory – istnieje wiele badań naukowych, które potwierdzają ten proces. Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne wskazuje, że arteterapia znacząco obniża poziom stresu i wspiera regulację emocji. Badania prof. Cathy Malchiodi – jednej z czołowych badaczek arteterapii – pokazują, że sztuka aktywizuje te obszary mózgu, które odpowiadają za pamięć emocjonalną, dzięki czemu możemy dotrzeć do treści, których nie uświadamiamy sobie na co dzień. Z kolei neurobiolodzy, m.in. dr Bruce Perry, zwracają uwagę, że twórcza ekspresja pomaga integrować prawą i lewą półkulę mózgu, co sprzyja wewnętrznej równowadze i poczuciu spójności. Dlatego dla mnie malarstwo intuicyjne i arteterapia to nie tylko sztuka dla sztuki, ale żywe narzędzie rozwoju. Dzięki nim człowiek może spotkać się z własnymi emocjami w sposób bezpieczny, twórczy i uzdrawiający.”

Pani twórczość była prezentowana m.in. w Pałacu Kultury i Nauki, a także obok dzieł Edwarda Dwurnika. Jakie znaczenie mają dla Pani takie momenty i które doświadczenia uważa Pani za najważniejsze w swojej drodze artystycznej?

“Pałac Kultury i Nauki jest dla mnie miejscem szczególnym, bo wiąże się nie tylko z obecnością moich obrazów, ale i z moją przeszłością studencką. To właśnie tam studiowałam psychologię społeczną i coaching, a późniejszy powrót do tego miejsca z własnymi obrazami miał dla mnie wymiar symboliczny – jak zamknięcie pewnego kręgu. To była też okazja, aby podziękować pracownikom uczelni, którzy wspierali mnie w rozwoju intelektualnym i emocjonalnym. Moje obrazy stały się formą wdzięczności – podarunkiem za ich wkład w moją drogę. Z kolei historia z Edwardem Dwurnikiem i jego kolekcjonerem pokazuje mi, jak ważne są relacje i te małe, często niedostrzegalne momenty, które zmieniają naszą rzeczywistość. Kiedy przygotowywałam pierwszy projekt w Warszawie, obdzwoniłam kilkanaście firm w Polsce prosząc o wsparcie. Ostatecznie to właśnie Edward Kudyba – kolekcjoner Dwurnika i właściciel galerii Artram – był tym, który uwierzył i zgodził się dofinansować przedsięwzięcie. Dzięki temu mogłam zrealizować projekt we współpracy z Julian Cochran Foundation, która również dostrzegła sens łączenia różnych dziedzin sztuki (https://orfeo.com.pl/odwaga-laczenia-sztuk/).To doświadczenie uświadomiło mi coś ważnego – że sztuka nie powstaje w próżni, lecz w spotkaniu człowieka z człowiekiem. Kiedy jest otwartość, zaufanie i chęć współpracy, mogą wydarzyć się rzeczy piękne i wartościowe dla wszystkich uczestniczących w procesie. Dla mnie właśnie te chwile – spotkania, rozmowy, gesty wsparcia – są najważniejszymi punktami na mojej artystycznej mapie.”

Warsaw Home Furniture to targi wnętrzarskie. Jak według Pani sztuka – a zwłaszcza malarstwo intuicyjne – może zmieniać przestrzeń domową i wpływać na samopoczucie jej mieszkańców?

“Sztuka nie jest tylko dekoracją ściany – jest energią, która wnika w przestrzeń i współtworzy atmosferę domu. Malarstwo intuicyjne ma w sobie szczególną moc, bo jest tworzone z poziomu emocji, uczuć i podświadomych treści. To sprawia, że obraz zaczyna działać jak żywa obecność – emanuje energią, która subtelnie oddziałuje na mieszkańców. Z badań opisywanych w książce „Mózg pod wpływem sztuki” prof. Erici Mandalas wynika, że kontakt ze sztuką aktywizuje te same obszary mózgu, które odpowiadają za emocje, empatię i poczucie szczęścia. Innymi słowy – obraz może wpływać na nasz nastrój, redukować stres, a nawet wspierać procesy regeneracyjne organizmu. To dlatego, patrząc na dzieło, niekiedy czujemy spokój, ukojenie, a czasem ekscytację czy przypływ energii. W swojej pracy arteterapeutycznej często na zakończenie procesu maluję obraz dla pacjenta. To dzieło staje się dla niego nie tylko pamiątką, ale też symbolicznym przewodnikiem – zabiera je w dalszą podróż swojego życia. W metaforycznym sensie obraz „pracuje za niego”, wspierając w chwilach zwątpienia, przypominając o sile, którą odkrył w sobie podczas terapii. Dlatego wierzę, że dobrze dobrane obrazy potrafią uczynić przestrzeń domową nie tylko piękną, ale też pełną harmonii i wsparcia – mogą być jak ciche towarzystwo, które sprzyja rozwojowi, odpoczynkowi i wewnętrznej równowadze mieszkańców.”

Jest Pani także finalistką prestiżowych konkursów i uczestniczką międzynarodowych projektów. Jak te doświadczenia wpłynęły na Pani rozwój artystyczny?

“Bielska Jesień 2021 była dla mnie ogromnym wyróżnieniem – mój obraz znalazł się w finale spośród ponad trzech tysięcy prac, finalnie moje dwie prace znalazły się w nieco ponad stu wyróżnieniach, co samo w sobie jest wielkim sukcesem. Ale towarzyszy temu także zabawna historia. Kiedy przyjechałam na galę, okazało się, że mój obraz został powieszony… do góry nogami. Dla jednych to mogłaby być wpadka, dla mnie był to piękny znak. Pomyślałam: skoro ktoś uznał, że właśnie tak obraz ma sens, to znaczy, że on naprawdę żyje i ma wartość. To doświadczenie uświadomiło mi coś, w co głęboko wierzę: że malarstwo abstrakcyjne nie ma jednego obowiązującego kierunku. Abstrakcja jest językiem otwartym, który pozwala każdemu widzowi odnaleźć w nim własną historię i własną interpretację. Obraz może być czytany na wiele sposobów, bo nie narzuca jedynej „właściwej” perspektywy – wręcz przeciwnie, zaprasza do dialogu i poszukiwania sensu. Dla mnie tamten moment – z moim „Owcobykiem z głową na dole” – stał się metaforą tego, że sztuka zaczyna żyć naprawdę dopiero wtedy, gdy wymyka się spod kontroli autora i zaczyna mówić do widza na własnych zasadach. I w tym tkwi cała magia malarstwa intuicyjnego i abstrakcyjnego. A jeśli chodzi o kolejne kroki – przyznam szczerze, że wciąż czekam na właściwy moment, żeby zgłosić moje prace do wyjątkowej galerii sztuki. I choć ten moment nadchodzi… to zawsze pojawia się coś innego do zrobienia. Trochę jak z przełożonym biletem lotniczym – niby mam spakowaną walizkę, ale jeszcze robię herbatę, podlewam kwiaty i sprawdzam, czy na pewno zamknęłam drzwi. (śmiech) Być może to też część procesu – dać sobie czas, żeby obrazy dojrzały do tej podróży.”

Na koniec – jakie są Pani najbliższe plany twórcze? Czy szykują się nowe projekty, które ponownie połączą malarstwo z innymi elementami?

“Całe moje życie to proces – niekończący się cykl, w którym raz szukam inspiracji i daję się prowadzić intuicji, a innym razem zatrzymuję się, by realizować i podsumowywać to, co już się wydarzyło. Sztuka jest dla mnie jak oddychanie – rytm wdechu i wydechu, który nieustannie towarzyszy mojej drodze. Obecnie coraz silniej przyciągają mnie duże formaty i działania o charakterze społecznym. Marzy mi się wyjście ze sztuką w przestrzeń publiczną, w miejsca, gdzie żyją ludzie, gdzie toczy się codzienność. Chciałabym tworzyć art street – nie tylko jako ozdobę miasta, ale jako zapis emocji, energii i historii, które ludzie niosą w sobie. Wierzę, że obraz może być pomostem między tym, co indywidualne, a tym, co wspólne. Równolegle pracuję nad wystawą „Nad i podświadomością”, która jest dla mnie niezwykle osobistym projektem. To nie tylko prezentacja obrazów, ale właściwie dokumentacja mojego własnego procesu terapeutycznego – przeżywanego wspólnie z moimi pacjentami. Każde spotkanie terapeutyczne to podróż, którą odbywam razem z drugą osobą. Jej doświadczenia, emocje, przełomy i kryzysy zostają we mnie, a sztuka staje się sposobem na opowiedzenie tych historii w języku kolorów i form. Dlatego obrazy w tej wystawie ukazują nie tylko to, co świadome i dostępne, ale też to, co ukryte głęboko pod powierzchnią – mechanizmy, traumy, pragnienia, sny i symbole, które mówią więcej niż słowa. W dwóch obrazach i dwóch porach dnia – w świetle dnia i w ciemności nocy – pokazuję ruch pomiędzy tym, co jawne, a tym, co podskórne, niedopowiedziane, a jednocześnie niezwykle ważne. Powoli też otwieram się na sztukę użytkową – bo wierzę, że piękno nie powinno być zamknięte wyłącznie w galeriach. Może towarzyszyć nam w codzienności – w przestrzeniach, których dotykamy na co dzień. Jeszcze nie pora, by zdradzać szczegóły, ale przeczuwam, że to będzie droga łącząca sztukę z życiem w najbardziej dosłownym sensie. Na koniec chcę powiedzieć coś bardzo prostego: zapraszam do kontaktu wszystkich, którzy poczuli, że razem możemy zrobić coś dobrego – dla siebie, dla innych ludzi i dla świata. Wierzę, że sztuka ma moc budowania mostów i że kiedy spotyka się człowiek z człowiekiem z otwartym sercem, to może wydarzyć się wszystko, co najpiękniejsze.”

Bądź na bieżąco

Dołącz do liderów branży wnętrzarskiej podczas premierowej edycji Warsaw Home & Bathroom. Poznaj najnowsze trendy w designie, meblarstwie i wyposażeniu przestrzeni komercyjnych. Zarezerwuj swoje stoisko już dziś i kreuj przyszłość wnętrz razem z nami!